Dla „dobra” rodziny będę nieszczęśliwy

Wmawianie sobie, że dla dobra dzieci i rodziny należy tkwić w niechcianym związku jest przejawem autoagresji oraz lęku przed samotnością. To również źle rozumiane poczucie odpowiedzialności. Stoi za tym głównie poświęcenie i udawanie. Oparty na tym związek jest fikcją, grą pozorów. Powoływanie się więc na dobro rodziny jest rodzajem wymówki, po to żeby nie wziąć odpowiedzialności za własne życie. Po prostu się tego boimy. Boimy się wolności, samodzielności, niezależności. Bo tak naprawdę nie wiemy czym to wszystko jest. Nauczono nas być zależnym. A wszelkie próby uwolnienia, życia dla siebie, nazwano egoizmem i krzywdzeniem innych. Tego nauczyli nas rodzice, którzy nieustannie wzbudzali w nas poczucie winy gdy staraliśmy się od nich oddzielić. I ten mechanizm powtarza się w życiu dorosłym, gdy myślimy o rozstaniu. Uruchamia się to samo poczucie winy, które przeżywaliśmy z rodzicami. Ono powstrzymuje nas przed podjęciem decyzji. Dlatego powoływanie się na dobro rodziny jest rodzajem samooszukiwania oraz zagłuszania tęsknoty za wolnością. Gdyż mimo wszystko cały czas się odzywa i nie daje spokoju.

Gdy w poświęceniu rezygnujesz z rzeczy dla ciebie ważnych, kierując się dobrem rodziny, wówczas wyrządzasz krzywdę nie tylko sobie ale również swoim bliskim, zwłaszcza dzieciom. Świadomie myślisz, że to co robisz jest dobre, twoje poświęcenie traktujesz jako odpowiedzialne, wzorowe rodzicielstwo. Wiedz jednak, że nieświadomie obciążasz je skrywanym niezadowoleniem, za to że są przeszkodą na drodze do tego czego pragniesz. Przez to twoje poświęcenie jest toksyczne. Dzieci nie będą czuć za to wdzięczności. Silniejsza w nich będzie twoja frustracja, którą stłumiłeś oraz odczucie, że były dla ciebie ciężarem. To rodzaj piętna, z którym będą żyły. Z nieświadomym poczuciem winy, że ktoś przez nie musiał cierpieć. To sprawi, że podobnie jak ty będą rezygnować ze swoich marzeń, również kierując się dobrem własnych dzieci/rodziny. I podobnie jak ty przerzucą na nie swoją stłumioną frustrację. I tak oto historia się powtarza. Dla „dobra” rodziny wyrzekamy się siebie. I nic dziwnego, gdyż to podejście jest tylko jednym z przejawów ogólnego przekazu, że życie musi być ciężkie i pełne poświęceń.

Nasze relacje opierają się na poświęceniu. Motyw religijny (ofiara Jezusa) stał się kulturowym wzorcem, który mocno tkwi w naszej zbiorowej świadomości. Poświęcamy się i oczekujemy poświęcenia, w relacjach rodzinnych i towarzyskich. Dlatego mamy poczucie, że życie musi być ciężkie.

Fot. ifinnsson (pixabay)



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.