Bycie grzecznym jest jak udawanie martwego

Scenka w kawiarni: przy stoliku siedzi czwórka dorosłych i dziewczynka (3-4 lata). Mała jest podekscytowana i zniecierpliwiona bo czeka na zamówione lody. Mama jest zmęczona dopominaniem się córki. Siedzący przy stoliku mężczyzna (znajomy?) próbuje zaradzić. Zadaje dziewczynce pytanie, spokojnym i rzeczowym tonem: – Wiesz jakie dzieci najbardziej lubię? Dziewczynka patrzy pytająco. – Grzeczne – kończy mężczyzna. Mama dziewczynki przytakuje z aprobatą. Koniec scenki.

Grzeczne dziecko to marzenie większości rodziców. Najlepiej, żeby siedziało spokojnie, zajęło się sobą i nie przeszkadzało. Świetnym na to sposobem, jest w przekonaniu rodziców częste używanie komendy „bądź grzeczny”. Dzieci są tak żywe i ekspresyjne, że wspomniany zwrot jest dla rodzica bardzo użyteczny. Jest jak wychowawczy kaganiec i smycz w jednym. Może zastąpić kilka komunikatów naraz. Zamiast powtarzać: „nie wierć się”, „nie dłub w nosie” czy „nie biegaj”, wystarczy powiedzieć raz – „bądź grzeczny” i sprawa załatwiona.

Zwrot ten ma wielką, toksyczną moc. Oprócz tego, że ma na celu uspokojenie dziecka, to dodatkowo wprowadza je w poczucie winy i wywołuje pomieszanie, gdyż właściwie nie wiadomo czego chce dorosły.

Polecenie „bądź grzeczny”, to jedno z najbardziej kastrujących emocjonalnie komunikatów. Tłamsi dziecięcą wolność i ekspresję. Owocem tego w życiu dorosłym jest permanentny lęk i przymus dostosowania się do ciasnych ram otoczenia. Jesteśmy grzeczni, w pracy, w rodzinie, w życiu. Grzeczność to rodzaj sztywnego kaftana, który nosimy nie mając odwagi, żeby go zdjąć. Boimy się, że jak to zrobimy to świat przestanie nas kochać.

Bycie grzecznym to jak udawanie martwego. Jednak życie w nas nieustannie szuka ujścia.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.