Nieszczęście jako dogmat

Osoby z syndromem ofiary są uzależnione od bycia w nieszczęściu. Lubią się w nim wręcz pławić, rozkoszować swoją boleścią. Z jednej strony narzekają na los, na innych, na swoją biedę, z drugiej mają w tym ukrytą satysfakcję. W kulturze chrześcijańskiej z cierpienia i poświęcenia uczyniono cnotę. Stąd, gdy cierpimy czujemy się przez to lepsi, wypełniamy bożą wolę. Naśladujemy dwie kulturowe ikony bólu i poświęcenia, Jezusa i Marię, jego matkę. Dźwigamy krzyż jak on i znosimy ból straty jak ona. Te dwie postaci mocno tkwią w naszej zbiorowej świadomości. I nieważne, czy jesteś praktykującym katolikiem czy nie. Wystarczy, że urodziłeś się i wychowałeś w naszym kraju. Ten styl bycia przyjąłeś wraz z całym systemem przekonań i nawyków, typowych dla naszej narodowej kultury i obyczajowości, w dużym stopniu opartej na doktrynie religijnej. Od dziecka słyszymy o poświęceniu syna bożego, o tym, że umarł dla nas na krzyżu, i o tym że jego matka z oddaniem to wszystko zniosła. Przez to żyjemy w poczuciu, że nasza egzystencja jest uzależniona od cudzej ofiary i cierpienia. I to przeświadczenie kształtuje wzorce rodzinne i cały system zachowań społecznych. Stąd powszechne w rodzinach poświęcenie, oddanie, bycie dla drugiego człowieka, kosztem siebie. Przez to narodził się wzorzec matki Polki, która zrobi wszystko dla rodziny i model ciężko pracującego ojca, którego praktycznie nie ma. Cierpienie i oddanie to niemal styl życia. Przejawia się w najróżniejszy sposób. Tkwimy w nielubianej pracy. Dlaczego? Robimy to dla rodziny. Męczymy się w związku, który się wypalił. Dlaczego? Robimy to dla dzieci. Rezygnujemy z własnych marzeń, też dla rodziny bądź partnera. Przykładów można mnożyć. Ból i poświęcenie w dużych i małych sprawach. Wzorzec przekazywany z pokolenia na pokolenie. Dlatego tak trudno poczuć prawdziwą radość z życia. Gdyż tkwimy w czymś czego nie chcemy, żeby przeżywać niezadowolenie i frustrację w przekonaniu, że to konieczne. Bo dla wielu to wręcz warunek, żeby dostąpić prawdziwej radości. Tej, która czeka po śmierci. Czy jednak to daje nadzieję, osładza codzienny trud? Bardzo rzadko. Niewielu jest takich, którzy naprawdę w to wierzą.

Nie piszę o tym w krytycznym duchu. Bardziej z ubolewaniem. Obserwuję swoje życie, życie innych i widzę w jaki sposób kultura, w której się wychowałem ukształtowała mój styl bycia, samopoczucie, stan świadomości. Jak wpłynęła na moje życiowe wybory. Teraz wiem, że zrozumienie tego wszystkiego to okazja, żeby świadomie zastanowić się co dalej. Czy chcę tak nadal żyć, czy wybieram coś innego.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.