Jeśli nie miłość, to co?

Wszyscy którzy przechodzą przez terapię, czy inne formy samorozwoju wiedzą, że to trudne a momentami bolesne doświadczenie. Stąd pojawiający się opór i wątpliwości, czy to jednak ma sens. To częste zjawisko, i już nie raz wspominałem o nim w swoich tekstach.

Piszę o tym znowu, żeby zwrócić uwagę na ważną rzecz. Proces samorozwoju to nic innego jak tylko dążenie do samoakceptacji, przyjęcia swoich emocji, myśli, własnego wnętrza. Zmierzamy w nim ostatecznie do pokochania siebie, czyli tego co przecież najważniejsze. Stąd, każdy przypadek oporu czy zwątpienia to przejaw własnego odrzucenia, walki z samym sobą. To oznaka, że siebie nie lubimy i mamy siebie dość. W ten sposób jakbyśmy chcieli powiedzieć: „Jestem ułomny, źle mi, ale niech już tak zostanie. Jestem zbyt zajęty, żeby siebie kochać. Zresztą nie zasługuję na miłość, więc ten rozwój nie ma sensu.”

Jak widać, proces, który powinien być najważniejszym celem w życiu jawi się często jako przykry obowiązek ale też jako zbędny luksus, wręcz fanaberia. To pokazuje jak bardzo źle siebie traktujemy i jak mało ważne są dla nas własne uczucia.

Stąd, gdy po raz kolejny zadasz sobie pytanie „po co mi ten rozwój?” spróbuj zastąpić je bardziej odpowiednim „po co mi ta miłość?”. Być może zmieni to twoją perspektywę i zrozumiesz co naprawdę jest dla ciebie ważne. Bo jeśli nie miłość, to co? Jest coś ważniejszego?



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.