Gdy umiesz przeżyć stratę, umiesz żyć

„Wydał cię świat na brzeg,
abyś żył, abyś szedł (…)
Wydał cię świat na ból,
abyś żył, abyś czuł”
Leszek Aleksander Moczulski „Abyś czuł”

Kluczem do życiowego spełnienia jest zdolność przeżywania straty. Niestety umiejętność ta zanika, to efekt ślepego niemalże, dążenia do fizycznego i psychicznego komfortu. Współczesna kultura chce nam wmówić, że najważniejsze to być pięknym, zdrowym, bogatym i przede wszystkim, wiecznie uśmiechniętym. Nie ma tu miejsca na ból, cierpienie i smutek. Żyjemy więc przekonani, że wspomniane stany to błąd natury, coś z czym należy walczyć a przynajmniej unikać. Wystarczy przyjrzeć się reklamom, zawarty w nich przekaz jest prosty – „uśmiechnij się, szkoda czasu na ból i chorobę”. Podobne podejście odnosi się do straty. Czegokolwiek, bliskiej osoby, majątku, pracy, itd. Raz, że przecież to boli a dwa, że nie ma czasu na przeżywanie i rozpamiętywanie. Trzeba zająć się czymś ważniejszym i iść do przodu, nie oglądając się na to co było. A że uczucia pokazują coś innego, to tym gorzej dla nich. Stają się przez to nieznośnym balastem. Dlatego przy każdej okazji, gdy boleśnie coś tracimy uciekamy od towarzyszących temu emocji i w pośpiechu szukamy rozwiązań, lekarstwa, zajęcia, rozrywki, nowego związku, itd. To oczywiście zrozumiałe, nikt przecież nie chce cierpieć. Jednak nie zdajemy sobie sprawy, że takie podejście jest przeciwskuteczne. Nie rozwiązuje problemu, wręcz odwrotnie, wzmacnia go. Uczucia, które nie zostały przeżyte, zawsze będą wracać przy innych okazjach, i to ze zdwojoną siłą.

Nasza egzystencja to pasmo korzyści i strat. Wyraz zmienności i przemijania. Raz jesteś na górze, raz na dole, raz zyskujesz raz tracisz. Odwieczne koło życia. My jednak nie chcemy na to patrzeć, odwracamy wzrok. Chcemy być tylko na górze, tylko zyskiwać, uciekamy od tego co przeciwne. Zamykamy więc oczy na rzeczywistość, staramy się żyć w iluzji. I z takiego właśnie podejścia bierze się problem z przeżywaniem straty. A ona towarzyszy nam przecież od dziecka. To zgubiona zabawka, wyjście mamy do pracy czy śmierć ukochanego zwierzaka. Małe i duże straty, które dzieją się niemal codziennie. Reagowania na nie uczymy się od dorosłych. Obserwujemy ich zachowanie i przez to kształtuje się nasza postawa. I zwykle jest to postawa oparta na negacji, ucieczce, odwróceniu uwagi. Ponieważ nie chcemy przeżywać straty, to boli, wywołuje przykre uczucia. Stąd uczymy się udawać, że jej nie ma. Takie podejście rodzi jednak tylko kłopoty. Odcina nas od uczuć, nie tylko tych przykrych ale też przyjemnych. Gdyż nasz system emocjonalny działa na zasadzie „wszystko albo nic”. Jeśli więc zamykasz się na uczucia smutku czy żalu to jednocześnie blokujesz uczucia im przeciwne, radość czy ekscytację. W efekcie twoje życie staje się płytkie, nie ma w nim energii, entuzjazmu czy pasji. Przeważa dystans, do wszystkiego, tego co przykre jak i tego co daje radość. Taka emocjonalna oziębłość, której towarzyszy stan znudzenia pomieszanego z trwogą. I żeby w tym jakoś przetrwać musisz nieustannie zasilać się energią zewnętrznych „dopalaczy”. To mogą być używki, internet, przygodny seks, czy sporty ekstremalne, itp. Dzięki temu na chwilę się ożywiasz by potem znowu wrócić do poprzedniego stanu. I tak właśnie żyjesz, w trybie ciągłego, psychicznego wygłodzenia z poczuciem, że czegoś ci brakuje. To cena jaką płacisz za odwracanie uwagi od tego co jest. Cena za życie w iluzji, jakoby można unikać strat i mieć tylko korzyści, bez bólu, smutku i innych uczuć, uznawanych za błędne.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.