Nasz narodowy koan

“Człowiek cierpi tylko dlatego, że traktuje poważnie to, co bogowie stworzyli dla zabawy.” Alan Watts

Koan to szczególne ćwiczenie słowne, praktykowane przez adeptów zen. Specyficzna, oparta na paradoksie konstrukcja koanu ma na celu obalić logiczne założenia i „zmusić” do szukania rozwiązania poza umysłem, poza myśleniem (Dwie dłonie i mamy klaśnięcie. Jaki jest dźwięk jednej dłoni?). Stosowanie koanów w praktyce zen wraz z medytacją służy osiągnięciu głębszego poziomu postrzegania rzeczywistości, stanu zwanego satori (wyzwolenie duchowe).

Obserwując naszą polską rzeczywistość można doświadczać głębokiego pomieszania, które porównałbym do pracy z koanem. Panika miesza się z absurdem, lęk ze śmiechem, często zresztą nerwowym. Każde społeczeństwo ma swoje absurdy. Zastanawiam się jednak czy przypadkiem Polacy nie są tutaj w światowej czołówce. Jest bowiem coś co nas wyróżnia. Pomieszanie skrajnych jakości, od męczeństwa po karykaturalną śmieszność, od patosu po zabawny absurd. Teraz jest to szczególnie widoczne. I obserwując to wszystko można doświadczyć swego rodzaju przegrzania, tak intelektualnego jak i emocjonalnego. To co się dzieje, w przestrzeni społecznej, politycznej czy medialnej, to spore wyzwanie dla naszych umysłowych zwojów. Podobnie jak w przypadku koanu, kiedy adept zen próbuje poradzić sobie z paradoksem. A nasze polskie paradoksy są jedyne w swoim rodzaju. Wystarczy popatrzeć na świat polityków. To jakaś meta rzeczywistość, rządząca się swoją, specyficzną, obłędną logiką. Reakcje na tą rzeczywistość mówią o niej samej. Jedni się oburzają, rozdzierają szaty, inni wściekają albo szyderczo pukają w głowę. Są też tacy, dla których groteskowe wygibasy polityków to coś normalnego. Nie dziwią już wydłużające się nosy politycznych Pinokiów. Inne „cuda” też są do przyjęcia. Wybory w czasach zarazy? – oczywista oczywistość. Otwarte kościoły i zamknięte lasy? – no przecież. Absurdy to domena nas wszystkich, nie tylko polityków. Panikujemy z powodu koronawirusa, bo przynosi chorobę i śmierć. Natomiast mało ruszają nas informacje o chorobach i zgonach z innych przyczyn, przynajmniej zbiorowo nie wpadamy z tego powodu w panikę. A statystyki są, można by rzec przytłaczające, jeśli spojrzymy na nie w kontekście obecnej pandemii. Żeby się przekonać odsyłam do źródła – worldmeters.info.

Nie jest moją intencją krytykować kogokolwiek. Po prostu obserwuję. Ciekawi mnie to co się dzieje. Nasza polska rzeczywistość jest bardzo barwna. Tacy właśnie jesteśmy. Czas zarazy wyraźnie uwydatnia nasze cechy. Koronawirus powiedział „sprawdzam”. Dał nam koan do rozwiązania. Jak sobie z nim poradzimy? Adept zen, który dostaje koan ma nie lada kłopot. Ponieważ stara się ogarnąć logiką coś co wykracza poza racjonalne rozumowanie. Dlatego, żeby rozwiązać to paradoksalne zadanie jego umysł musi ostatecznie skapitulować a on zawierzyć swojej intuicyjnej głębi. Czy nie podobnie jest z tym co się teraz dzieje? Próbujemy to wszystko zrozumieć, ogarnąć, jakoś uporządkować. A im bardziej to robimy tym większą czujemy bezradność i frustrację. Nieustannie szukamy odpowiedzi. Daremnie. Komu bowiem zaufać? Tym co twierdzą, że pandemia to wymysł mediów i farmaceutycznych korporacji? Czy tym, którzy wpadają w panikę i czekają na koniec świata? A może tym, którzy za wszystko obwiniają Chiny albo przemysł mięsny. Każdy znajdzie swoje wyjaśnienie, swojego wroga i winowajcę. Stąd, czy to poważne i racjonalne podejście naprawdę jest użyteczne? Może czas zaufać czemuś innemu niż rozum i racjonalność? Zejść na inny poziom postrzegania, pozbawiony sensu i logiki, i w nim szukać ukojenia? Sam nie wiem, stawiam pytania. Niech każdy poszuka odpowiedzi w swoim wnętrzu.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.