Przypowieść o pomaganiu z morałem

Niedawno zadzwonił do mnie kolega z prośbą o pomoc. Ktoś z potrzebował krwi przed zbliżającą się operacją w warszawskim szpitalu. Jako że mieszkam w Warszawie a kolega jest z Krakowa to poprosił mnie, żebym popytał wśród znajomych warszawiaków o możliwość pomocy. Oczywiście zacząłem działać i wrzuciłem informację na facebooku. Pomyślałem też, że oprócz szukania dawców sam powinienem oddać krew, że tak wypada. Poczułem jednak, że nie chcę tego robić. Pojawiły się wyrzuty sumienia i myśl, że nie robię wszystkiego co należy. Gdzieś jednak wyczytałem, że osoby szczupłe (jak ja) nie mogą być dawcą. Potwierdził to też kolega z Krakowa, i zapewniał, że mam prawo odmówić. To uspokoiło moje sumienie.

Szczęśliwie się złożyło, że na mój post odpowiedział znajomy z Warszawy, który oddał potrzebną krew. Jak się okazało, moja pomoc była jeszcze potrzebna. Pojechałem odebrać zaświadczenie o pobraniu krwi od warszawskiego znajomego i zawiozłem je do szpitala. Przy okazji spotkania dowiedziałem się od niego, że moja postura wcale nie ma znaczenia przy oddawaniu krwi, że decydujący jest stan zdrowia dawcy. To zburzyło spokój mojego sumienia. Znowu wróciło pytanie, czy aby nie jestem egoistą? Czy moja bierność co do oddania krwi jest usprawiedliwiona? Odżył wewnętrzny dialog, który ostatecznie zakończył się konkluzją, że to co zrobiłem było ok. W dużym stopniu wpłynęła na to reakcja kolegi z Krakowa, który był mi bardzo wdzięczny za moją pomoc. Ja z kolei czułem dużą satysfakcję i autentyczną radość, z tego co zrobiłem.

To co się wydarzyło było dla mnie ważną lekcją o pomaganiu i poświęcaniu się. Kolejnym krokiem na drodze dawania sobie zgody na wybór tego co chcę zrobić dla drugiego człowieka. Dawania sobie zgody na odmowę. Znam bardzo dobrze wzorzec poświęcania się, wyniosłem go z domu i wiem jak potrafi być toksyczny. Wiem jaki towarzyszy mu ciężar. Widzę też, że przymus poświęcenia nadal się we mnie odzywa. Poczucie, że powinienem zrobić więcej niż chcę wciąż jeszcze wywołuje wyrzuty sumienia.

Opisana sytuacja po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że pomaganiu wcale nie musi towarzyszyć przymus i poświęcenie. Że pomoc udzielona z chęcią i lekkością ma większą wartość, wzbogaca ją bowiem pozytywna energia tego kto pomaga. Jestem przekonany, że satysfakcja z tego co zrobiłem była dodatkowym darem dla potrzebującej osoby. Nie byłoby tego, gdybym się zmusił do czegoś czego nie chcę. Moja pomoc byłaby wtedy obciążona energią przymusu i mierną motywacją. Gdyż we wszystkim co robimy intencja i motywacja ma takie samo znaczenie jak samo działanie. Jeśli robimy coś głównie dlatego, że tak wypada, to stojąca za tym motywacja wynika bardziej z poczucia winy i potrzeby uciszenia naszych lęków niż z autentycznej chęci pomocy. Tego typu intencja osłabia jakość udzielonego wsparcia.

Dlatego, gdy robisz coś dla innych, rób to z chęcią i lekkością, w przeciwnym razie nie rób nic. Gdyż jeśli twoją motywacją jest przymus i poczucie winy, to pomoc, którą oferujesz będzie obarczona energią tej motywacji. Wówczas twój uczynek będzie tylko kolejnym aktem w grze pozorów, wszechobecnej w świecie, w którym żyjemy.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.