Mam żal i mam prawo go wyrazić

Mam żal. Że nie mogłem być w pełni dzieckiem, wtedy gdy był na to czas. Że nie pozwolono mi płakać jak dziecko, złościć się i smucić jak dziecko. Że dorośli, od których bylem zależny wiedzieli lepiej co mogę czuć a co nie, jak mogę myśleć a jak nie. Że wiedzieli lepiej co jest dla mnie dobre. Że nie pozwolili mi na beztroskę i popełnianie błędów. Że oczekiwali ode mnie, że będę taki albo inny, wbrew temu czego ja chcę. Przez to wszystko za szybko musiałem stać się uporządkowany i dorosły. A nie byłem na to gotowy.

Jesteśmy dużymi dziećmi. Jedynie udajemy dorosłych, gdyż tak zostaliśmy nauczeni a wręcz zmuszeni. Nie zapewniono nam warunków, żeby dorosnąć w naturalnym, odpowiednim tempie. Nasza dorosłość jest swego rodzaju produktem, jakby efektem fabrycznego procesu, opartego na przymusie, nakazowym wychowaniu i edukacji. Na przesadnym ingerowaniu w coś co dzieje się naturalnie. Podłożem tej ingerencji jest przekonanie, że nie można ufać dziecięcej naturze. Stąd w naszej kulturze dorastanie jest modelowane, zgodnie z ustalonym, jedynie słusznym planem. Jednak odbywa się to z naruszeniem naturalnego porządku, które potrzebuje uznania i zaufania. Dlatego współczesne wychowanie i edukacja wcale nie czynią nas dorosłymi w sensie życiowym i emocjonalnym. Bo nie można być prawdziwie dorosłym nie pozwalając sobie wcześniej na bycie prawdziwie dzieckiem. Na wyrażanie w pełni tego co dziecięce, w odpowiednim czasie i warunkach. To jak zmuszanie poczwarki, żeby stała się motylem, zgodnie z narzuconymi z zewnątrz zasadami, nie licząc się z procesem jej naturalnego rozwoju.

W efekcie tego wszystkiego przymusowo wchodzimy w tzw. dorosłe życie, nie będąc do tego przygotowanym. To, że fizycznie jesteśmy rozwinięci, mamy wykształcenie i odpowiedni wiek wcale nie czyni nas dojrzałymi. Jesteśmy nadal mentalnie i emocjonalnie dziećmi z błędnym wyobrażeniem o swojej dorosłości i o tym czym ma się przejawiać. I szybko się o tym przekonujemy, gdy tylko pojawiają się pierwsze samodzielne decyzje i przeciwności życiowe. Wtedy uświadamiamy sobie, że w rzeczywistości nie wiemy czego chcemy, że nie dajemy sobie rady z tym co się dzieje, i że to wszystko nie tak miało wyglądać. W skrytości chcemy, żeby ktoś to za nas ogarnął. Mamy dość „dorosłego” życia. Jednak trudno się do tego przyznać, i nadal udajemy dorosłych. Bo przecież tak trzeba i tak robią wszyscy. Zmuszamy się więc do noszenia tego ciężaru, który przecież nie jest na nasze barki. One wciąż są dziecięce, nie dość rozwinięte. I tak do momentu, kiedy nie złamie nas choroba, depresja lub inne zdarzenie, które wymusi przyznanie się przed sobą, że dłużej tak nie można. To jednak może być moment przełomowy, okazja, żeby uświadomić sobie, że proces dorastania nie został zakończony, i że przyszedł właśnie czas na nadrobienie zaległości z okresu dziecięcego. Na wyrażenie tego wszystkiego, co zostało kiedyś zatrzymane. Głównie po to, żeby zrobić miejsce na prawdziwą dorosłość. Świadomą, nie wymuszoną. Od nas jednak zależy czy z tej okazji skorzystamy.

Wiem dobrze o tym, że to co się dzieje jest przejawem wzorca, przekazywanego z pokolenia na pokolenie. Wiem o tym, że dorośli robią to wszystko, gdyż sami kiedyś zostali nauczeni tego samego. Kiedyś oni musieli zbyt szybko dorosnąć i dostosować się do narzuconych reguł. Rozumiem więc, że przekazali mi model życia, który sami kiedyś przyjęli i uważali za najlepszy. Wiem też doskonale, że robili to dla mojego dobra. To pozwala mi zrozumieć motywy ich zachowania. Jednakże ta świadomość nie powoduje, że nie czuję żalu i że nie mam prawa go teraz wyrazić. Robię to m. in. dlatego, żeby dopełnić etap, który nie został zakończony. Żeby wyznać coś co jest we mnie od dawna i nie mogło być w pełni wyrażone. Co przez długi czas było blokowane w imię fałszywie pojmowanej dojrzałości, obłudnej poprawności oraz udawanego pogodzenia i spokoju. Nie robię tego przeciwko komuś, robię to dla siebie.

To co napisałem i wyraziłem jest dla mnie kolejnym krokiem na drodze dorastania i dojrzewania. Kolejnym krokiem w procesie przejmowania odpowiedzialności za własne życie. To również sposób na pożegnanie tego co w moim odczuciu było złe. Już bez żalu.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.