Gdy ufasz życie jest lekkie

Jeśli myślisz, że życie jest ciężkie to z pewnością uważasz też, że musisz być silny. Inaczej sobie nie poradzisz. Żeby unieść ciężar potrzebna jest przecież siła, to zrozumiałe.

Potrzeba bycia silnym w życiu wynika z poczucia wyobcowania. Z poczucia, że „ja” musi walczyć w tym wrogim świecie. Walczyć z wszelkimi przeciwnościami, które stają nam na drodze. To z kolei wiąże się z brakiem zaufania. Od dziecka uczymy się życia w nieufności, do własnej natury, do ludzi, nawet do Boga („Boże, dlaczego mnie tak doświadczasz?”). Stąd wyobrażenie, że konieczna jest konfrontacja, ze wszystkim dookoła. A tu potrzebna jest siła. Przesiąkamy energią walki, na wielu frontach. Kobiety walczą z mężczyznami, biali z kolorowymi, dzieci z rodzicami, pracownicy z pracodawcami, ateiści z wierzącymi, itd. Lista powodów do walki jest chyba nieskończona. Przygotowuje się nas do życia jak do wojny. Schemat „my” versus „oni” przenika wszystko. Zaczyna się od nauki, że nie możemy ufać własnej naturze, temu co czujemy. Że emocje są niebezpieczne więc trzeba je tłumić, zwalczać i kontrolować. Dlatego potrzebujemy wychowania i wyedukowania. To jeden z frontów – „uporządkowany” umysł versus „nieobliczalne” uczucia. W tym też duchu uczy się nas, że najważniejsze to zdobywanie wiedzy i osiąganie wyników. Zwykłe, beztroskie życie i dobra zabawa nie wystarczy. Dominuje tu tzw. racjonalne podejście, z hasłem „pracuj i walcz, dzięki temu osiągniesz sukces”. Walczymy więc: o wyniki w szkole, na studiach, potem o dobrą pracę i pieniądze. Ścigamy się z innymi i rywalizujemy. W miłości też walka. Mężczyźni i kobiety walczą o siebie. A jak im nie wyjdzie to wtedy walczą przeciwko sobie. Mocujemy się z naturą. Ciągle ją poprawiamy, zmieniamy, niszczymy. Zmagamy się ze wszelkimi naturalnymi przejawami życia – chorobami, starością, zmarszczkami czy menopauzą, itd. Rozwój osobisty to też szarpanina. To konfrontowanie się z trudnymi emocjami w poczuciu, że trzeba ciężko pracować, dla osiągnięcia upragnionego spokoju. I wracające ciągle pytanie – z czym mam się jeszcze uporać?

Można by powiedzieć, że nasze życie to nieustanna walka – o coś/kogoś, przeciwko czemuś/komuś. I nic w tym dziwnego. Skoro większość ludzi dostaje lekcję, że życie to pasmo ciągłych konfrontacji to oczywiste jest, że patrzą na świat z nieufnością. W poczuciu, żeby uważać, zachować czujność i bardzo się starać. Dlatego trzeba być silnym, bo ludzie i świat jest wrogi i niebezpieczny. Powiesz teraz, że dlatego nas się tego uczy bo właśnie tak jest. Czyżby? A może jest odwrotnie? Może właśnie tak jest bo nas się tego uczy i z takim nastawieniem wychodzimy do ludzi? Przecież nasza postawa wrogości i nieufności wywołuje to samo u innych. Czy gdybyś ufał ludziom, miałbyś wtedy potrzebę być czujnym i napinać mięśnie? Czy byłoby tak, gdyby w twoim otoczeniu byli ludzie myślący podobnie? Ludzie ci życzliwi i przyjaźnie nastawieni?

Siła jest potrzebna tym którzy uważają, że życie to udręka i nie można mu ufać. Nie potrzebują jej ci, którzy ufają i płyną z jego nurtem. To zaufanie wynika z poczucia, że nie są wyobcowani, że są częścią większej całości, stąd nie ma z kim walczyć. Wiedzą o tym, że potrzeba walki jest iluzją, to w rzeczywistości zmaganie się z samym sobą.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.