Gdy się poświęcasz to krzywdzisz, siebie i innych

Poświęcenie uznaje się za cnotę w naszej kulturze. To moralnie zalecane zachowanie a dla wielu wręcz styl życia. Pochwała poświęcenia opiera się na założeniu, że ważniejsza jest druga osoba. Że powinniśmy robić coś dla innych, nawet kosztem siebie. Poświęcenie to nie tylko aktywne dawanie, to również bierne godzenie się na to czego nie chcemy oraz rezygnacja z własnych potrzeb.

Poświęcenie to mocny kulturowy wzorzec. Jego korzenie tkwią w religii. Wzorem do naśladowania jest dla nas Jezus. To on uczył, żeby nadstawiać drugi policzek i umarł na krzyżu. Poświęcił się, żeby odkupić nasze grzechy. On jednak był bogiem i to co zrobił opierało się na bezgranicznej i bezwarunkowej miłości. Jednak nam, zwykłym śmiertelnikom do niej daleko. O ile więc poświęcenie Jezusa jest czyste, bo motywowane jedynie miłością to nasze, ludzkie już takiej jakości nie ma. Dlatego jest on dla nas wzorem niedoścignionym. My jednak uparliśmy się, że powinniśmy go naśladować, pomimo tego, że tak często tego nie chcemy. Rzadko robimy to z powodu czystej miłości. Bardziej z moralnego przymusu, licząc na uznanie i odwzajemnienie.

Poświęcając się krzywdzisz siebie. Zmuszasz się do robienia czegoś czego nie chcesz. Odmawiasz sobie prawa do powiedzenia „nie”. Rezygnujesz z realizacji własnych potrzeb. Wszystko w poczuciu, że jesteś na drugim miejscu, że twoje dobro nie jest tak ważne. W ten sposób zdradzasz samego siebie. To rodzaj sprzeniewierzenia. Wyrządzasz sobie wielką krzywdę. Najgorsze jest jednak to, że nawet sobie z tego nie zdajesz sprawy. Bo to co jest krzywdą traktujesz jako cnotę lub sposób na otrzymanie nagrody, w postaci wdzięczności i odwzajemnienia. I nawet jeśli ją dostaniesz to będzie to nagroda wymuszona, dana ci w poświęceniu, podobnym do twojego. Koło się zamyka.

Poświęcając się krzywdzisz też innych. Poświęcanie się jest ciężkie, gdyż towarzyszy mu przymus. Nie ma tu lekkości w dawaniu. Poświęcający się przeżywa często trudne emocje – żal, złość, smutek i oczywiście czuje zmęczenie. To ciężar, który przekazywany jest wraz z tym co darowane. W ten sposób akt poświęcenia jest toksyczny, obarczony tymi wszystkimi negatywnymi elementami. Koszt dawania jest większy od tego co się dostało. To tak jak dostać prezent, na który ktoś musiał wziąć pożyczkę. Stąd obdarowany ma poczucie winy, przyjął bowiem dar obarczony poświęceniem. Nie odczuwa więc naturalnej wdzięczności, raczej ma wyrzuty sumienia. Czuje, że zamiast dziękować powinien bardziej przepraszać, że był dla kogoś ciężarem. Dodatkowo, ten kto się poświęca może mieć wrażenie, że daje więcej niż powinien, że jest wykorzystywany. W efekcie będzie w nim narastać niechęć czy nawet złość na tego, dla kogo to robi. Wówczas wszystkie negatywne uczucia związane z poświęceniem zostaną przypisane obdarowanej osobie, jako odpowiedzialnej za całą sytuację. Jednakże uczucia te są zwykle skrywane, trudno bowiem otwarcie złościć się na osobę, dla której tyle robimy. To przecież nielogiczne. Jednak w świecie emocji trudno o logikę. Stąd gdy powyższy stan utrzymuje się przez dłużysz czas wówczas poświęcający się jest tak zmęczony i zły, że może nawet unikać kontaktu z osobą, dla której to robi, albo wręcz zerwać z nią relację. To paradoks, gdyż często łatwiej jest unikać kontaktu niż asertywnie mówić o swoich potrzebach. Przyzwyczajeni bowiem do poświęcania się traktujemy to jako coś niewłaściwego, jako wyraz egoizmu. Żyjemy przecież w kulturze, w której dbanie o potrzeby innych jest ważniejsze niż o swoje. Dlatego łatwiej zerwać obciążającą nas relację niż narazić się na zarzut bycia egoistą.

Ten, który daje w poświęceniu, nie zdaje sobie sprawy, że jego działanie ma negatywne skutki. Nie ma intencji, żeby krzywdzić kogokolwiek. To co się dzieje jest efektem ubocznym jego ofiarności. Opisane krzywdy nie są oczywiste, można je zobaczyć po pewnym czasie ale i tak często nie rozumiemy, że są właśnie efektem poświęcania się i braku zdrowego egoizmu. Widać je wyraźnie w relacji między rodzicami i dziećmi. Jeśli wychowanie odbywa się w atmosferze poświęcenia wówczas nieuchronnym skutkiem jest odczuwany przez dzieci ciężar. To nie przynosi szczęścia a wręcz wpędza je w poczucie winy i daje lekcję, że życie to udręka. Trudno bowiem z radością przyjmować to co zostało dane w poczuciu ofiarnego obowiązku. Trudno też być za to naturalnie wdzięcznym. Prawdziwą radość przynosi to co dawane jest z lekkością i niewymuszoną chęcią. Wtedy też można mówić o autentycznej wdzięczności. Erich Fromm w książce „O sztuce miłości” pisze o tym w następujący sposób: „Istota „braku egoizmu” przejawia się szczególnie wyraźnie w skutkach, jakie wywiera na otoczeniu; w naszej kulturze najczęściej we wpływie, jaki „nieegoistyczna” matka wywiera na swoje dzieci. Wierzy ona, że dzięki temu, iż jest pozbawiona egoizmu, jej dzieci odczują, co to znaczy być kochanym, i nauczą się z kolei, co to znaczy kochać. Jednakże skutek wywołany jej „brakiem egoizmu” w najmniejszym nawet stopniu nie odpowiada oczekiwaniom. Dzieci nie okazują szczęścia istot przekonanych, że się je kocha; są niespokojne, pełne napięcia, boją się wywołać niezadowolenie matki i starają się postępować tak, aby nie zawieść jej oczekiwań. Na ogół odbija się na nich ukrywana wrogość matki wobec życia, którą raczej wyczuwają, niż zdają sobie z niej jasno sprawę, i w końcu nasiąkają nią same.”

Poświęcanie się przynosi więcej złego niż dobrego. To co bowiem traktujemy jako przejaw szczodrości jest faktycznie jej zaprzeczeniem. To wyraz braku miłości do siebie samego. Stąd poświęcenie nie jest aktem dawania miłości a raczej desperackim sposobem, żeby ją dostać. My jednak nie zdajemy sobie z tego sprawy wierząc w szczytność naszych intencji. Przez to właśnie relacje, w których dominuje poświęcenie to często gra pozorów oparta na przymusie i poczuciu winy.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.