Piętno ciąży i macierzyństwa

W naturze kobiety jest dawać życie i się nim opiekować. Tak jak w naturze mężczyzny jest w tym uczestniczyć i stworzyć jej do tego bezpieczne warunki. Odkąd macierzyństwo stało się bardziej kobiecą powinnością i kulturowym zwyczajem, bycie matką straciło swój magiczny, naturalny wymiar. To co kiedyś traktowano jak tajemnicę, dar natury i błogosławieństwo dla wielu stało się głównie ciężarem i brzemieniem. I to dosłownie. Ciekawe, że w języku polskim, słowo ciąża wywodzi się od „ciążyć” i „ciężar”. Z kolei słowo brzemienność pochodzi od „brzemię”, które definiuje się jako coś, co jest trudne do zniesienia. To bardzo wymowne.

Żyjemy w świecie kulturowej presji z wyraźnie określonymi rolami i zadaniami. Mężczyźni mają być silni i zaradni, kobiety miłe i uległe a dzieci grzeczne i posłuszne. W tym mieści się również ustalona dla kobiet rola żony i matki. Takie są powszechne wzorce i społeczne oczekiwania, mocno zakorzenione w naszej świadomości. Ich charakter jest wręcz dogmatyczny. Nie ma tu przestrzeni na wolność i swobodny wybór.

O tym jak należy wypełniać swoje role mówi się od najmłodszych lat, w domu, w szkole, w mediach. Mężczyzna od dzieciństwa słyszy, że jego męskość definiuje zasadzenie drzewa, spłodzenie dziecka i zbudowanie domu. Kobiecie z kolei wmawia się, że powinna sobie znaleźć mężczyznę i mieć z nim dzieci, że to dla niej szczyt marzeń. I właściwie nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie dwie, towarzyszące temu okoliczności. Pierwsza, to podejście, że głoszone prawdy to jedynie słuszny sposób na dobre życie. Dorośli nieustannie powtarzają, że trzeba się dobrze uczyć żeby być kimś, że ciężka praca jest warunkiem sukcesu, że trzeba mieć dzieci, itd. Stąd w życiu dorosłym praca i rodzina to nasze główne cele, niezależnie od tego czy tego naprawdę chcemy. Druga istotna okoliczność, to zakłamanie. Łatwo bowiem zauważyć, że prezentowane przez dorosłych „mądrości” często nie idą w parze z ich zachowaniem i z ich osobistym stosunkiem do tego co sami głoszą. Z jednej strony słyszymy jaki jest najlepszy patent na życie a z drugiej obserwujemy, że dorośli nie sprawiają wrażenia zadowolonych z tego co robią. Jako dzieci często patrzymy na rodziców zmęczonych pracą, rozczarowanych związkiem i rodziną, jednocześnie ukrywających to co naprawdę myślą i czują. Tak jakby się tego wstydzili. Czyżby nie byli zadowoleni ze stylu życia jaki prowadzą i nie mieli odwagi, żeby się do tego przyznać?

Wymownym przejawem opisanego zjawiska jest powszechny w naszym kraju wzorzec matki Polki. To zakorzeniony w zbiorowej świadomości model kobiety, poświęcającej się dla rodziny. Kobiety często sfrustrowanej swoją sytuacją i przekonanej, że nie ma innego wyjścia, że wyłamanie się z tego modelu jest czymś niewłaściwym, rodzajem moralnej i kulturowej herezji. Poza tym kobieta ma poczucie, że życie w ogóle jest ciężkie. Trzeba przecież nieść swój krzyż, jak każdy. A ona ma tutaj swoją rolę do wypełnienia, jako żona i matka.

Przeważnie kobieta żyje w przekonaniu, że nie ma prawa się żalić na swoją sytuację. Gdy jest w ciąży nie ma prawa narzekać na swoje samopoczucie, na wszelkie fizyczne i psychiczne dolegliwości. Na to, że jej źle, że ma już dość tego że jest słaba, gruba, że bolą ją krzyże i że ma wahania nastroju. I że w ogóle ma dość tej ciąży. Najpewniej ma też dość udawania, że jest szczęśliwa z powodu odmiennego stanu. Te wszystkie myśli i uczucia wydają się być niewłaściwe, wręcz niemoralne a poza tym, mogą zaszkodzić ciąży. Przecież powodem do jej narzekań jest rozwijające się w jej ciele dziecko a to rodzi duży dyskomfort. Odczuwanie złości na to niewinne maleństwo może być źródłem ogromnego poczucia winy. Poza tym kobieta myśli, że powinna być wdzięczna, że jest w ciąży, przecież jest tyle bezpłodnych kobiet. Tym bardziej, że ciągle słyszy: „pewnie jesteś szczęśliwa”, „nie wolno ci się teraz denerwować, myśl o dziecku”, itd. W tych warunkach przeżywanie i okazywanie tych wszystkich „złych” emocji wydaje się być niemożliwe. Przez to kobieta nie ufa swoim odczuciom i myśli, że najpewniej jest z nią coś nie tak.

Potem, gdy zostaje matką jest podobnie. Trudy macierzyństwa bywają przytłaczające, i często kobieta zostaje z tym sama. Pojawia się zmęczenie, frustracja, bezsilność i coraz większe znużenie. W tych okolicznościach powodów do trudnych emocji i narzekania jest wiele. Niestety nie można sobie na to pozwolić, z tych samych powodów jak w okresie ciąży. Cały czas towarzyszy kobiecie poczucie winy, że jest złą matką, że za mało się stara i że ma „złe” myśli i emocje. Dlatego nie może ich pokazać, bo to źle wpłynie na dziecko. Stąd przymus ukrywania tego co naprawdę przeżywa. Tym bardziej, że kobiecie trudno jest znaleźć pełne zrozumienie u swojego mężczyzny. Często spotyka się z opinią, że nie ma co narzekać, przecież siedzi sobie w domu i ma dość komfortową sytuację. To przecież on pracuje i zarabia pieniądze, ona „tylko” opiekuje się dzieckiem. Oczywiście sytuacja nie jest jednostronna. Kobieta przeżywa też radość, szczęście i zadowolenie. Jednakże, te pozytywne odczucia są często neutralizowane przez trudy ciąży i macierzyństwa. Trudno więc w pełni cieszyć się z tego co jest. Stąd często przymus udawania, że jest ok.

W tych okolicznościach nie dziwi więc coraz większa niechęć do bycia matką. Obserwujemy przecież postępujący spadek narodzin dzieci. Coraz więcej kobiet świadomie podejmuje taką decyzję. Łatwo to zrozumieć – lęków związanych z ciążą i macierzyństwem może być dużo. Kobieta pomna trudnych doświadczeń swojej matki, ale też swoich babć, nie chce powtarzać ich losu. Również przykre wspomnienia ze swojego dzieciństwa, i to jak była traktowana przez rodziców, skłania ją do przekonania, że nie zafunduje swojemu dziecku tego co sama przeżyła. W związku z tym lęk kobiety może przejawiać się w najróżniejszy sposób. Może to być obawa przed trudnościami jakie niesie ciąża, przed fizycznym i psychicznym dyskomfortem. Obawa, że utraci wolność, że będzie uwiązana. Lęk z powodu braku poczucia bezpieczeństwa, braku oparcia w partnerze. Albo że po prostu nie będzie potrafiła kochać swojego dziecka. Generalnie kobieta boi się, że nie podoła temu wielkiemu wyzwaniu jakie stawia przed nią życie oraz społeczna presja. Bo bycie matką w naszej kulturze (zwłaszcza w Polsce) to zadanie wręcz heroiczne. Poprzeczka jest tutaj postawiona bardzo wysoko. Dominuje kult poświęcania się dla dzieci i dla rodziny.

Wspomniane okoliczności (i wiele innych) sprawiają, że coraz więcej kobiet wypiera chęć bycia matką. Jednak ich instynkt macierzyński cały czas w nich jest i przejawia się w rożnych formach (chociażby przez opiekę nad zwierzętami). Nie twierdzę, że każda kobieta musi mieć dzieci. Wszyscy mają prawo decydować o swoim życiu i dokonywać własnych wyborów. Zwracam jedynie uwagę na to, że odkąd rodzicielstwo stało przedmiotem kulturowej regulacji z wysoko postawionymi wymaganiami, straciło swój naturalny i magiczny wymiar. Nie dziwi więc coraz częstszy opór. Trudno bowiem odczuwać naturalną chęć do czegoś co stało się bardziej społecznym przymusem niż życiowym spełnieniem. To co narzucane zawsze rodzi odruch sprzeciwu. Można więc powiedzieć, że współczesna kultura odebrała kobietom możliwość swobodnego wyboru i poddania się temu co przyrodzone. W efekcie odebrała naturalną potrzebę i radość bycia matką, i przez to cieszenia się w pełni swoją kobiecością. Bo bycie matką to dopełnienie kobiecości.

Kobiety potrzebują swego rodzaju coming out-u. Potrzebują bezpiecznego miejsca, gdzie mogłyby sobie bezkarnie ponarzekać, pożalić się i wyrzucić z siebie te wszystkie ciążowe i macierzyńskie frustracje. Miejsca, gdzie ich emocje i myśli nie zostaną ocenione i odrzucone. Gdzie będą mogły uwolnić to co przez lata było tłumione przez nie same, ich matki i babki. Gdzie swobodnie będą mogły mówić o swoich potrzebach. To mogłaby być terapia, coraz bardziej popularne kręgi kobiet czy inne formy wsparcia ale też publiczna dyskusja na ten temat. Takie uwolnienie przyniosłoby korzyść dla wszystkich – zarówno dla samych kobiet jak i ich rodzin. Kobieta jest bowiem w stanie dać o wiele więcej swoim bliskim, gdy to co robi bierze się z wolności i jej naturalnej potrzeby. Przymus i kulturowa kalkulacja nie przynosi nic dobrego.

Znany brytyjski pediatra i psychoanalityk Donald Winnicott stworzył pojęcie „dostatecznie dobra matka”. Zgodnie z tym określeniem to kobieta, która potrafi pogodzić opiekę nad swoim dzieckiem z zaspokajaniem własnych potrzeb. Potrafi zajmować się sobą i dobrze się z tym czuje. Nie ma problemu, żeby poprosić o pomoc i świadomie korzysta ze wsparcia innych. Dlatego może cieszyć się macierzyństwem, które nie jest dla niej udręką. Wydaje się, że to czego potrzebują polskie kobiety to zastąpić model „matki Polki” modelem „dostatecznie dobrej matki”.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.