Mężczyźni uzależnieni od kobiet

Mężczyzna wychowywany w dzieciństwie głównie przez kobiety – matkę, ciocie, babcie, itd., który nie doznał zdrowej męskiej opieki, który nie „przeszedł przez most” do ojca, jako dorosły będzie doświadczać szczególnego rodzaju uzależnienia. Uzależnienia od kobiet.

Dla uzależnionego w ten sposób mężczyzny kobieta jest bodajże najważniejszym elementem w życiu. Jest sensem jego egzystencji, celem, oparciem. To naturalna konsekwencja kobiecej dominacji w okresie chłopięcym. Brak aktywności ojca, czy też innego męskiego opiekuna (niezależnie od przyczyn) powoduje, że głównym punktem odniesienia stały się dla niego kobiety, ich emocje i ich postrzeganie świata, w tym postrzeganie jego męskości. Dlatego bycie w relacji z kobietą jest dla mężczyzny tak ważne i uzależniające.

Uzależniony mężczyzna, wchodząc w dorosłość, wiąże się z kobietą, która będzie przypominać mu matkę, lub inne opiekunki z dzieciństwa. Wszystko po to, żeby mógł nadal doświadczać emocji, które już dobrze zna, i od których jest wręcz uzależniony. Stąd jego partnerka ma głównie pełnić rolę dominującej opiekunki. Poza tym ma go podziwiać, czekać na niego w domu, gotować mu, po prostu być dla niego i kochać go bezwarunkowo. Z kolei on będzie poświęcać się dla niej, chodzić do pracy, zarabiać pieniądze. Dla niej stanie się ojcem ich dzieci. To wszystko robi dla niej. Być może nie do końca tego chce, bardziej robi to z lęku i uzależnienia. Boi się, że mógłby zostać sam, bez kobiety. Nie czuje swojej męskiej siły, swojej samodzielności i sprawczości. To co głównie czuje to zależność.

Związek z kobietą dostarcza uzależnionemu mężczyźnie zarówno pozytywnych jak i negatywnych emocji. Ta relacja jest złożona, podobnie jak więź z matką, która oprócz ciepłych, matczynych uczuć przelała na niego sporo kobiecej frustracji. Albo z powodu samotności albo przez nieudany związek. W takich okolicznościach chłopiec musiał konfrontować się z negatywnymi emocjami matki, nawet jeśli nie okazywała ich wprost. Nasiąknął nimi jak gąbka. Doświadczył uczuć sfrustrowanej kobiety, rozczarowanej życiem, swoim partnerem i zmęczonej opieką nad synem. Generalnie chłopcu „dostanie się” więc zarówno za ojca jak i za to, że jest ciężarem dla matki. Należy pamiętać, że ona cały czas „widzi” w nim cechy swojego partnera. Dlatego uzależniony mężczyzna, zwiąże się z kobietą, która oprócz „matczynych” uczuć pokaże mu również emocje niezadowolonej kobiety. Stąd m.in. będzie mieć do niego pretensje, o to wszystko o co złościła się jego matka. Poza tym zacznie coraz częściej wytykać mu, że jest „dużym chłopcem”, że jest słaby i nieogarnięty, itp. Będzie traktować go z pobłażliwością a nawet odczuwać pogardę dla jego słabości. Mężczyzna zna to wszystko dobrze, z rodzinnego domu.

Kobieta uzależnionego mężczyzny, tak trafnie „odpowiada” na jego emocjonalne potrzeby, gdyż dobrze zna jego psychologiczny „wzorzec”. Poznała go u swojego ojca, również uzależnionego mężczyzny. W relacji z nim pełniła rolę „córeczki tatusia” i „opiekunki”, by w ten sposób wynagrodzić mu przykrości z nieudanego związku z jej matką. Stąd u niej opiekuńcze skłonności. Jednocześnie, kobiecie nieobce są negatywne emocje w stosunku do mężczyzn. „Nauczyła” się ich od swojej matki, obserwując relację rodziców. Jej matka związała się przecież z uzależnionym mężczyzną, wobec którego wielokrotnie okazywała swoją złość i rozczarowanie z powodu jego słabości. Kobieta znając ten model będzie więc idealną partnerką dla uzależnionego mężczyzny.

Kobieta, zarzucając uzależnionemu mężczyźnie, że jest „dużym chłopcem” poniekąd ma rację. Wychowany głównie przez kobiety, emocjonalnie zatrzymał się na tym etapie. Jego opiekunki, niejako narzuciły mu tę rolę, z której niełatwo wyjść. W książce „Żelazny Jan”, mówiącej o istocie męskości, męskiej inicjacji i o problemach współczesnego mężczyzny, autor Robert Bly, pisze: „Kobiety potrafią przemienić zarodek w chłopca, ale tylko mężczyźni potrafią przemienić chłopca w mężczyznę. Dokonujący inicjacji mówią, że chłopiec potrzebuje drugich narodzin, tym razem nie z kobiety, lecz z mężczyzny.” Stąd, jeśli mężczyzna nie doświadczył zdrowej relacji ze swoim ojcem, nie przechodząc w ten sposób męskiej inicjacji, to emocjonalnie pozostanie chłopcem. Nie znaczy to jednak, że będąca z nim w związku kobieta, rozczarowana chłopięcą naturą mężczyzny, stoi wyżej od niego pod względem emocjonalnej dojrzałości. Ona współtworzy z nim tę relację, opartą po części na opiekowaniu się nieogarniętym mężczyzną. Jej „matczyne” skłonności połączone ze złością rozczarowanej kobiety, to wzorce z jej dzieciństwa, które mocno w niej tkwią. Ona też nie przeszła swojej, kobiecej inicjacji i dopóki tego nie zrobi, będzie wiązać się z uzależnionymi mężczyznami. Nadal będzie odgrywać rolę matki i zarazem sfrustrowanej kobiety.

Z oczywistych względów, uzależniony mężczyzna ma lepsze kontakty z kobietami niż mężczyznami. Jest dla nich powiernikiem, pocieszycielem, opiekunem. Rozumie je i wie jak z nimi rozmawiać. Kobietom jest dobrze w jego towarzystwie, czują się wysłuchane i rozumiane. Będąc w związku, mężczyzna zachowuje się podobnie. Często wręcz wchodzi w rolę psychoterapeuty dla swojej partnerki. Ma potrzebę jej pomóc, wyleczyć traumy z dzieciństwa. Do pewnego stopnia to działa, jednak ostatecznie nie tego oczekuje od niego kobieta. Ten, często nieświadomy przymus pomagania kobietom to echa okresu chłopięcego i relacji z matką, która zawiedziona swoim małżeństwem (związkiem) szukała nieświadomie oparcia w synu. Dlatego miał być dla niej wybawcą, kimś kto ma ją uratować. Przez to dorosły mężczyzna będzie miał potrzebę powtarzać wzorzec „ratownika”.

Dla uzależnionego mężczyzny rozstanie z kobietą jest bodajże najtrudniejszym doświadczeniem w życiu. Gdy sam odchodzi (najczęściej do innej kobiety) to i tak bardzo to przeżywa. Jeszcze zanim podejmie decyzję, długo zwleka, bije się z myślami, rozważa za i przeciw. Bardzo trudno mu wziąć odpowiedzialność za swoją decyzję. Gdy wreszcie to zrobi, to przez długi czas ma poczucie winy. Trudno mu znieść złość i żal porzuconej kobiety. Z kolei, w przypadku gdy sam jest porzucony, cierpi okrutnie. Bardzo długo rozpamiętuje zakończony związek, walczy o niego, obwinia się za jego rozpad, do końca stara się odzyskać utraconą partnerkę. Gdy wreszcie widzi, że to nie ma sensu, szuka ukojenia w ramionach innej kobiety. W ten sposób wchodzi w kolejny związek. Nie potrafi być sam. Uzależnienie jest zbyt silne. Mężczyzna ma problem z samodzielnością, z byciem ze sobą, z akceptacją swojej samotności. Nie jest do tego przyzwyczajony, zawsze u jego boku była kobieta (matka, ciocia, babcia).

Uzależnienie od kobiet jest zjawiskiem powszechnym. Jest znakiem obecnych czasów. To efekt kobiecej dominacji i braku męskiej opieki w życiu chłopca. Mężczyzna aby mógł uniezależnić się od kobiet i zyskać emocjonalną dojrzałość, potrzebuje w odpowiednim momencie zerwać pierwotną więź z matką i związać się z ojcem. Kiedyś ten proces męskiej inicjacji odbywał się poprzez specjalne rytuały. Przykładem mogą być praktyki rdzennych plemion, w których chłopiec po osiągnięciu pewnego wieku, był zabierany przez mężczyzn do specjalnego miejsca, gdzie poddawany był próbie. W naszych czasach proces męskiej inicjacji nie musi odbywać się w tak dramatyczny sposób. Wystarczy, że chłopiec zostanie objęty opieką ojca, który aktywnie będzie mu towarzyszył w dalszym rozwoju. Żeby jednak tak się stało niezbędne są dwie rzeczy – pozwolenie matki i zaangażowanie ojca. Matka musi pomóc chłopcu w odchodzeniu od niej. Łączy ich przecież mocna więź i jeśli kobieta nie zechce puścić swojego syna, to niełatwo będzie mu się uwolnić. Poza tym, niezbędny jest ojciec, który by go kochał i potrzebował jak mężczyzna mężczyzny. Który aktywnie przejmie nad nim opiekę i pokaże mu świat z męskiej perspektywy. Ten proces jest jednak bardzo trudny, zarówno dla matki jak i ojca. Przede wszystkim kobietom niełatwo rozstać się z synem. Często z powodu lęku o dziecko. Dla kobiety męski świat jest brutalny, boi się, że chłopcu stanie się krzywda, że jej „kochany synek” sobie nie poradzi. Poza tym matka nie ufa ojcu chłopca, ma wątpliwości czy dobrze spełni swoją rolę. Problem ma również mężczyzna. Albo nie wie jak to jest zajmować się chłopcem, bo sam nie doświadczył ojcowskiej opieki albo jest zbyt zajęty innymi sprawami (praca i zarabianie pieniędzy), które wydają się mu być ważniejsze niż kontakt z synem.

Przyglądając się temu zjawisku i opisanym damsko-męskim schematom bardzo łatwo wpaść w oceniający i krytyczny ton. Ponarzekać na „słabych, nieogarniętych mężczyzn” czy na „dominujące, kastrujące kobiety”. Łatwo też skrytykować rodziców – nieobecnych ojców czy nadopiekuńcze i kontrolujące matki. Jednak nie o to tutaj chodzi. To co obserwujemy, jest efektem splotu najróżniejszych okoliczności, za które nikt nie ponosi winy. To przejaw przekazywanych z pokolenia na pokolenie wzorców rodzinnych, kształtowanych wielowiekowo przez rodowe traumy, zranienia i lęki. W efekcie wszyscy kroczymy ścieżkami, udeptanymi wcześniej przez naszych rodziców, dziadków i pradziadków, często tego nie zauważając. Dopóki tego nie zrozumiemy, będziemy się szarpać i wzajemnie obwiniać, nieświadomi, że przecież współtworzymy to w takim samym stopniu, zarówno mężczyźni jak i kobiety. I tak też jest z uzależnionymi mężczyznami. Ich postępowanie jest w dużym stopniu uwarunkowane doświadczeniami ich męskich przodków i rodzin, w których żyli. Uświadomienie sobie i zrozumienie opisanych tu mechanizmów jest pierwszym, podstawowym krokiem do ewentualnej zmiany.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.