O agresji w białych rękawiczkach

Gdy mamy problem z otwartym stawianiem granic, wyrażaniem potrzeb czy uczuć, wówczas to co powstrzymane i tak zostanie ujawnione. Wymuszona spolegliwość i bycie „miłym” nic nie da, gdyż niewyrażone otwarcie uczucia czy myśli zamanifestują się ale już nie tak jak byśmy tego chcieli. Zablokowana emocja przyjmie wówczas postać skrytej niechęci, żalu czy innego negatywnego uczucia do ludzi, wobec których nie potrafimy być otwarcie asertywni. To często prowadzi do biernej agresji.

Dobrym przykładem dla zobrazowania tego zjawiska, jest postawa osoby z tendencją do pomagania i poświęcania się dla innych, kosztem własnych potrzeb. Gdy w jej zachowaniu brakuje asertywności i odwagi, żeby powiedzieć „nie” to niewyrażone myśli i potrzeby staną się toksycznym, emocjonalnym balastem. Taka osoba może mieć odczucie, że daje więcej niż otrzymuje, że jest wykorzystywana. Wtedy narasta w niej niechęć czy nawet złość na tego, dla kogo się poświęca. Te emocje, to typowy odruch osób, które żyją w roli ofiary i nie widzą swojej sprawczości w stawianiu granic oraz w otwartym wyrażania potrzeb. Jeśli nie potrafimy tego zrobić, wówczas negatywne skutki braku asertywności zostaną przypisane innym, jako sprawcom naszej niedoli. Stąd wspomniana złość, żal i poczucie krzywdy. Uczucia te są skrywane i mogą przyjąć właśnie postać biernej agresji. W opisanym przykładzie typowym jej przejawem może być unikanie kontaktu, milczenie (tzw. ciche dni) czy też angażowanie osób trzecich, którym żalimy się na to jak nam źle, bo jesteśmy wykorzystywani (tzw. trójkąt dramatyczny). Tego typu zachowania można nazwać agresją w białych rękawiczkach, gdyż dajemy upust skrywanym emocjom, ale tak, żeby nikt nie mógł nam zarzucić, że robimy coś złego. Zwłaszcza ten, kogo to dotyczy. Przecież to my jesteśmy ofiarą w tej sytuacji. Przynajmniej tak nam się wydaje i takie wrażenie chcemy tworzyć. To łatwiejsze, niż otwartość w stosunku do osoby, która wywołuje emocje. Dlatego w opisanym przykładzie zazwyczaj zamiast otwarcie odmówić wolimy albo unikać kontaktu, wymawiać się innymi obowiązkami i jednocześnie żalić innym na to, jak nam źle w tej „toksycznej” relacji.

Bierna agresja to powszechne zjawisko w naszym życiu. Może się przejawiać w najróżniejszy sposób, często skrywana w subtelnych i niewinnych zachowaniach. Bierną agresją jest wspomniane już unikanie kontaktu (np. nieodbieranie telefonu, nieodpowiadanie na sms-y czy maile) czy też tworzenie trójkątów dramatycznych. To również obnoszenie się ze swoim cierpieniem, po to by wywołać poczucie winy u osoby, która w naszym odczuciu nas zraniła („zobacz, przez ciebie mamusia płacze” – częste w relacjach rodzice-dzieci). To też narzucanie swojego uczucia komuś kto nie chce go przyjąć („łamiesz mi serce odrzucając moją miłość” – częste w relacjach damsko-męskich). Bierna agresja może się też przejawiać w matczynej nadopiekuńczości i przesadnej kontroli. To częste zjawisko u poświęcających się matek, które w ten sposób mogą „bezpiecznie” wyrzucić skrywaną złość, np. za to, że tak dużo robią dla swoich dzieci.

Agresja w białych rękawiczkach pojawia się zawsze wtedy, gdy w zachowaniach, które sprawiają wrażenie normalnych „przemycamy” naszą złość czy żal, ponieważ nie potrafimy wyrazić wprost tego co czujemy. Wówczas to co skrywane przyjmuje postać atakującej emocji, którą wypuszczamy, z poczuciem, że nie robimy nic złego. Te wszystkie nieujawnione żale i pretensje, o których nie mówimy otwarcie przyjmą właśnie formę biernej agresji. Stąd tak często w relacjach z innymi „posługujemy” się cynizmem, złośliwością, milczeniem i chłodem emocjonalnym. Stąd powszechne plotkowanie, obgadywanie oraz użalanie się nad sobą, angażując w to osoby trzecie. Co istotne, bierna agresja jest zazwyczaj aktem nieświadomym, gdyż nie mamy świadomej intencji sprawienia komuś przykrości, jednak skumulowana w nas negatywna energia „zrobi swoje”.

Bierna agresja jest efektem tłumienia naszej autentyczności oraz wyparcia emocji uważanych za złe. W szczególności gniewu, żalu, itp. Od dziecka uczy się nas, że nie wolno się złościć i trzeba być miłym i opanowanym (tak często słyszeliśmy polecenie – „uspokój się”). Nie wolno mówić co się myśli i czuje, gdyż możemy tym sprawić komuś przykrość albo zostać odrzuconym. Tak ukształtowani próbujemy więc radzić sobie z tym co dzieje się w naszym wnętrzu. Z tymi wszystkimi niewygodnymi i niechcianymi myślami i uczuciami. Usiłujemy je za każdym razem „spacyfikować” i zastąpić czymś poprawnym i powszechnie akceptowanym. To jednak przynosi efekt odwrotny od zamierzonego.

Bycie miłym i grzecznym nie jest cnotą, jeśli nie jest szczere i prawdziwe. Przesadna spolegliwość jest podejrzana, gdyż faktycznie jest niezgodna z naszą prawdziwą naturą. Nasze życie emocjonalne jest bardzo bogate, mamy w sobie całą gamę tzw. „dobrych” jak i „złych” uczuć. Jeśli ukrywamy te „złe” to one i tak się zamanifestują. Wówczas zrobią to niejako „po partyzancku”, ze szkodą dla nas i naszych relacji.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.