Czy można żyć po swojemu? – czyli American Beauty po polsku

Większość widziała pewnie film American Beauty. To historia mężczyzny przechodzącego kryzys wieku średniego, który rzuca pracę w korporacji i postanawia żyć po swojemu. Dla wielu, główny bohater to postać godna podziwu. Jedni jego czyn odbierają jako wyrwanie się ze „szponów” systemu, odzyskanie wolności, inni widzą w tym postawienie się znienawidzonej korporacji. Jak wiemy, bohater filmu ostatecznie kończy źle. Można więc uznać, że przesłanie filmu jest raczej pesymistyczne – nie możesz być wolny w systemie, w którym żyjesz.

Wyobraźmy sobie podobną historię w polskich realiach. Powiedzmy że Jan Kowalski, szanowany obywatel (np. księgowy), ojciec dwójki dzieci, wypalony zawodowo, porzuca swoją pracę, idzie na bezrobocie, żeby odpocząć i przemyśleć swoje życie. Reakcja środowiska? „Ale jak to, rzuciłeś pracę? A rodzina? Z czego będziesz żył? Jesteś nieodpowiedzialny.” Oczywiście, mogą się też pojawić komentarze w stylu „Gratuluję, podziwiam cię, to odważne, zrobiłeś coś dla siebie.” Jednak i te w większości zabarwione są niedowierzaniem i jakimś wewnętrznym niepokojem, w stylu – „hm, czy tak w ogóle można?”.

Innym przykładem mogą być przypadki, o których czasem czyta się w gazetach: „Korporacyjny szczur rzucił pracę i wyjechał w Bieszczady. Teraz uprawia pomidory i jest szczęśliwy”. Wow! Ale historia! Przejaw odwagi i wolności. Jesteśmy pod wrażeniem. Ale zastanówmy się, co takiego wielkiego zrobił ten człowiek? Przecież zdecydował jedynie żyć tak jak chce. Czy to czyni z niego bohatera? Okazuje się, że w czasach w których żyjemy, to rzeczywiście przejaw wielkiej odwagi.

Reakcje ludzi na opisane wyżej sytuacje pokazują jak bardzo przywiązani jesteśmy do schematów tzw. właściwego życia. Przeważają modele w stylu – dobre wykształcenie, kariera, pieniądze i będące ich cieniem – kredyty, zmęczenie, rutyna. Znamy to dobrze, uczymy się tego od dziecka. Natomiast mało się mówi o wolności i pasji. To bardziej myślenie magiczne dla naiwnych. Przecież wiadomo jakie jest życie. Trzeba ciężko pracować, ciągle do czegoś dążyć i w ogóle walczyć o byt. A jak chcesz robić to co naprawdę lubisz to bardzo proszę – po pracy, w ramach hobby.

Jednym ze szczególnych schematów typowych dla naszego kraju jest przekonanie, że należy się poświęcać, dla rodziny, dzieci, itd. Gdy stawiasz siebie na pierwszym miejscu to znaczy, że błądzisz. Masz zasuwać, bo tak samo robią inni. Jeśli myślisz inaczej to jesteś egoistą albo naiwnym optymistą i powinieneś się w końcu ogarnąć. Przecież twoje zadowolenie z życia nie jest takie istotne. Liczy się to czy wystarczająco dużo pracujesz i czy masz odpowiednio dużo pieniędzy. I nieważne, że wydajesz je na rzeczy, które w większości nie są ci potrzebne. Jak mówiła mama Forresta Gumpa – „człowiekowi nie potrzeba aż tak dużo, reszta jest tylko na pokaz”. Czy więc przypadkiem nasze poświęcanie się i wyrzeczenia nie są efektem sztucznie napompowanych oczekiwań i wyobrażeń o tym co jest właściwe? Czy aby w ten sposób sami nie utrudniamy sobie życia?

Opisane wyżej schematy mocno ograniczają nasze patrzenie na rzeczywistość. Gdy więc słyszymy, że ktoś postanowił wyrwać się z powszechnie obowiązujących modelów życia to albo go podziwiamy albo krytykujemy i wątpimy czy mu się ostatecznie uda. Opisane reakcje biorą się z zazdrości. Przecież my też tak chcemy ale niestety nie mamy na tyle odwagi albo nie pozwala na to nasz wewnętrzny krytyk. On przecież dobrze wie co jest właściwe a co nie. Dla niego wolność i pasja życia to puste, wręcz irytujące słowa.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.