Prokrastynacja jest OK

Niedawno miałem okazję wysłuchać wykładu poświęconego prokrastynacji w ramach Dnia Mózgu zorganizowanego przez SWPS w Warszawie. Dowiedziałem się na nim, że prokrastynacja, czyli odwlekanie na potem, jest traktowana przez współczesną psychologię jako dolegliwość psychiczna. Powyższe podejście opiera się na założeniu, że odkładanie jest zachowaniem nieracjonalnym i wręcz szkodliwym. W ten sposób mamy kolejną „chorobę”, dla której opracowuje się różne metody zwalczania i leczenia. Według mnie to błędne podejście.

Dla mnie prokrastynacja nie jest problemem. To zachowanie, które niesie ze sobą cenną informację. Pokazuje bowiem nasz wewnętrzny konflikt pomiędzy częścią, która wyraża przymus a częścią, która się buntuje. Posłużmy się przykładem. Jesteś w pracy i kolejny raz odkładasz swoje obowiązki. Przeglądasz internet, facebooka, rozmawiasz ze znajomymi. Robisz coś co jest przyjemne w porównaniu z odłożonymi zadaniami. Jednocześnie masz poczucie winy, że nie robisz tego co do ciebie należy. Widać tutaj wewnętrzny dwugłos. Jeden głos wyraża powinność i obowiązek a drugi niechęć do wykonania zadań i potrzebę zrobienia czegoś co sprawia przyjemność. Naukowe podejście zakłada wyższość pierwszego głosu i konieczność wyeliminowania tego drugiego, jako szkodliwego. Skąd takie podejście? Według mnie to przejaw życia w poczuciu ciągłego obowiązku i przymusu. Powinniśmy być grzeczni, potem powinniśmy się dobrze uczyć, by w końcu iść do pracy i sumiennie wykonywać swoje obowiązki. Słowa „muszę” i „powinienem” są mocno zakorzenione w naszej świadomości i mało w niej miejsca dla słowa „chcę”. W naszym życiu dominuje przymus. Stąd prokrastynacja może być wyrazem wewnętrznego, nieuświadomionego buntu wobec presji, którą odczuwamy na co dzień. Ten głos sprzeciwu zasługuje na uwagę. To informacja jaką sami do siebie wysyłamy. Jej treścią jest przekaz, że z jakiegoś powodu mam problem z wykonaniem określonych czynności, że coś mnie powstrzymuje.

Co można zrobić z tą informacją? Naukowcy mówią: to niewłaściwe zachowanie, powinieneś z tym walczyć. Ja mówię: zastanów się dlaczego tak się dzieje. Co to mówi o twoim podejściu do odkładanych zadań, do pracy którą wykonujesz? Może zadaj sobie pytanie: czy lubię swoją pracę? Czy to co robię mnie ciekawi? A może potrzebuję odpoczynku, odmiany?

Nie twierdzę, że ludzie u których występuje prokrastynacja nie potrzebują pomocy. Chodzi mi tylko o to, że naukowcy zajmujący się tym zagadnieniem źle postawili akcent. Zrobili z prokrastynacji problem do wyleczenia zamiast potraktować to jako informację, która mówi o wewnętrznym konflikcie. To konfliktem trzeba się zająć a nie prokrastynacją jako taką. Skoro sami siebie „sabotujemy” to znaczy, że jakaś nasza potrzeba domaga się zauważenia. Temu warto się przyjrzeć. Czy chodzi o potrzebę odpoczynku? Potrzebę wyrażenia niechęci do presji? A może to wyraz niechęci do wykonywanej pracy, i informacja, że nie powinniśmy jej wykonywać, bo jej po prostu nie lubimy.

Stosunek do prokrastynacji jako dolegliwości, z którą się walczy jest przejawem obowiązującego w medycynie akademickiej podejście do choroby. Chorobę traktuje się jako błąd natury, przeszkodę którą za każdym razem trzeba wyeliminować. Więcej pisałem o tym w tekście Czy grypa to błąd natury?

Prokrastynacja nie jest błędem naszej psychiki. To wewnętrzna mądrość, która chce nam coś pokazać i warto na nią zwrócić uwagę.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.