Czy grypa to błąd natury?

Choroba nigdy nie cieszyła się dobrą sławą w naszej kulturze. Generalnie traktujemy ją jako coś złego. Dla jednych to kara za złe prowadzenie się (również jako dopust boży), dla innych źródło niepotrzebnego dyskomfortu i cierpienia. Współczesny przekaz medialny daje nam również odczuć, że chorowanie to słabość i marnowanie czasu. Przecież zamiast chorować, można robić tyle ciekawych rzeczy. Choroba to również stan, który odciąga nas od pracy. A na to nie możemy sobie przecież pozwolić. Zbyt mocno tkwimy we wzorcu działania, wykonywania zadań i osiągania celów (praca, praca, praca). Stąd wielka popularność medycznych „wspomagaczy”. Na katar, na grypę, ból głowy, itd. Ich głównym celem jest postawić człowieka na nogi, szybko i skutecznie. Po to, żeby mógł dalej normalnie funkcjonować. Zwłaszcza, żeby mógł efektywnie pracować. Choroba to bowiem zmarnowany i bezproduktywny czas. Przecież czekają obowiązki i terminy. A to w życiu najważniejsze.

To wszystko pokazuje, że chorobę traktujemy jako błąd natury. Jako stan, który nie dość że utrudnia życie to jeszcze jest źródłem zbędnego cierpienia. I właściwie to nie wiadomo czemu musimy to wszystko znosić.

Powyższe podejście to efekt przekonania, że człowiek stoi ponad naturą, że nie jest jej częścią. Co więcej, że jest od niej mądrzejszy i że musi ją sobie podporządkować i przez to często z nią walczyć. Człowiek nieustannie coś naprawia. Grzebie w DNA i walczy z chorobami. To wszystko z braku zaufania, że życie jest właściwe takie jakie jest i próby przesadnego nim manipulowania są niepotrzebne, a wręcz niebezpieczne dla natury jak i dla człowieka. Niechęć do choroby wynika również z ograniczonego rozumienia szczęścia, które utożsamiane jest głównie z tzw. sukcesem. Ten sukces ma się przejawiać w różny sposób – zawodowo, majątkowo, rodzinnie i oczywiście w zdrowiu. W takim podejściu choroba nie ma swojego miejsca. Jest zjawiskiem, które przeszkadza, utrudnia osiągnąć i utrzymać opisane wyżej stany. To zrozumiałe, gdyż tego zostaliśmy nauczeni i cały czas nam się to wmawia, również w przekazie medialnym.

Medycyna akademicka traktuje człowieka jak maszynę, a chorobę jak wroga. W ramach tego podejścia człowiek nieustannie ściga się o zdrowie z wyimaginowanym przeciwnikiem. Czy jednak tę gonitwę udało się wygrać? Czy trwająca od wieków walka z chorobami spowodowała, że czujemy się lepiej? Czy choroby zostały wyeliminowane z naszego życia? Żyjemy dłużej, to fakt. Ale czy bez dolegliwości? Jak się wydaje, jedynym wygranym w tym wyścigu są firmy farmaceutyczne, które zbijają majątek na walce z chorobami. Może więc najwyższy czas zadać sobie pytanie czy opisane wyżej podejście jest dla człowieka użyteczne? Czy retoryka wojenna w podejściu do chorób ma sens?

Dla mnie choroba pełni pożyteczną funkcję. Jest informacją, jaką przekazuje nam ciało o tym, że coś w naszym życiu wymaga uwagi. W szczególności w sferze emocjonalnej. Może to dotyczyć związku, pracy czy innej sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Opisane wyżej podejście jest domeną koncepcji/metody zwanej totalną biologią. Jedno z głównych założeń tej metody mówi, że choroba nie jest błędem, lecz optymalnym sposobem w jaki mózg utrzymuje organizm przy życiu. Choroby to przejaw trudnych, czasem traumatycznych wstrząsów psychicznych (konfliktów emocjonalnych), z którymi nie udało się poradzić w sposób świadomy. Wówczas nierozwiązany konflikt zostaje zepchnięty do podświadomości, która znajduje rozwiązania na poziomie biologicznym, tworząc określoną dolegliwość. Przykładowo, powtarzające się problemy z trawieniem mogą być objawem nieradzenia sobie z pewnymi emocjami. Powszechnie wiadomo, że stres często powoduje problemy żołądkowe. W ten sposób układ pokarmowy „pokazuje” nam, że pewna sytuacja wywołuje w nas emocje, których nie potrafimy „strawić”. Jest to informacja, że coś przeżywamy w szczególny sposób i nasza psychika sobie z tym nie radzi. Pojawiająca się wówczas dolegliwość jest sygnałem, że zadziało się coś co wymaga uwagi.

Zgodnie z powyższym podejściem, aby wyleczyć daną osobę, należy najpierw dotrzeć do praprzyczyny, która uruchomiła proces zachorowania. Dzięki temu można zrozumieć siebie i na stałe uwolnić się od problemu. W przykładzie z żołądkiem poprzez odpowiedni wywiad (rozmowę) można zbadać, w jakich sytuacjach chorujący cierpi na niestrawności, z czym można powiązać ww. problemy. Rozwiązanie konfliktu emocjonalnego, który spowodował dane dolegliwości sprawi, że choroba już nie powstanie, przynajmniej na tle ww. konfliktu.

Natura nie popełnia błędów, to co się dzieje jest właściwe. Natura wybiera najlepsze rozwiązania i eliminuje to co niepotrzebne. Tak działa ewolucja. Gdyby choroba była zbędna to nie byłoby jej w naszym życiu. Nasz mózg wybiera rozwiązania biologicznie optymalne. Każda dolegliwość jest więc przystosowaniem organizmu do istniejących warunków. To co dla człowieka wydaje się być problemem, jest w rzeczywistości biologiczną odpowiedzią na określoną sytuację życiową. I w takim wypadku, zamiast skupiać się jedynie na walce z dolegliwością warto się zastanowić, jaką informację organizm próbuje nam przekazać.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.