Ja jestem ja, ty jesteś ty

Ja robię swoje i ty robisz swoje.
Nie jestem na tym świecie po to, aby spełniać twoje oczekiwania.
A ty nie jesteś po to, by spełniać moje.
Ty jesteś ty, a ja jestem ja.
Jeśli uda nam się spotkać – to cudownie.
Jeśli nie – to trudno (Fritz Perls)

Opisana w cytacie postawa jest dla mnie wyrazem pełnej dojrzałości w relacji z drugim człowiekiem. Jednak wiem, że to jest bardzo trudne. Stąd większość związków nazwałbym raczej uwikłaniem. Każdy chce coś dostać od osoby, z którą jest w relacji – może to być miłość, uwaga, podziw, zainteresowanie, opieka, itd. Jeśli tego nie dostaje, najczęściej obwinia drugą osobę albo przynajmniej upatruje w niej źródło swojego niezadowolenia, czy nawet cierpienia.

Według mnie, oznaką dojrzałości jest zdolność do samoświadomości emocjonalnej. Rozumiem to jako świadomość, że źródłem wszelkich moich emocji jakie przeżywam, złych i dobrych jestem ja sam i nikt za nie nie odpowiada. Stąd, nie mam potrzeby bycia z drugim człowiekiem po to, żeby „dostarczał” mi pozytywnych przeżyć, jak również nie mam potrzeby obwiniania nikogo za to, że się źle czuję. Nie chcę przez to powiedzieć, że chcę być sam do końca życia. Moja samodzielność nie wyklucza bowiem bycia z drugą osobą (partnerem, małżonkiem) i nie wyklucza to wspaniałej relacji opartej na miłości, zaufaniu, wzajemnym wspieraniu. Bo paradoksalnie im bardziej jesteśmy samodzielni, dojrzali emocjonalnie tym piękniejsza może być relacja. Nie traktujemy wtedy drugiej osoby jako środka do zaspokojenia swoich potrzeb i nie upatrujemy w niej również źródła swoich frustracji. Stąd nie mamy przymusu, żeby się tak bardzo trzymać swojego partnera czy też przed nim uciekać. Bycie w takiej relacji nazwałbym szczęściem.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.