Być głupcem w tym racjonalnym świecie

Trudno cieszyć się zwykłą codziennością. Tym, że żyjemy, że świeci słońce, że jest woda w kranie. To za mało. Czujemy niedosyt i nieustannie potrzebujemy czegoś więcej.

Doświadczam tego od czasu do czasu i w chwilach znużenia marzę o odzyskaniu dziecięcej energii. Ciekawości i zachwytu nad życiem. Co stało się z tą jakością? Przecież kiedyś ją miałem.

Dzieci potrafią się cieszyć mnóstwem rzeczy i przeżywać w pełni chwilę obecną. Ich życie jest pod tym względem znacznie bogatsze od życia dorosłych. Nie ma dla nich znaczenia to jak wyglądają, czy ich zabawa ma sens, itd. W momencie gdy dorośli zaczynają narzucać im swoje przekonania wszystko się zmienia. Od tej chwili, wygląd, zabawki i rodzaj zabawy mają znaczenie. Wtedy się okazuje, że radosne grzebanie patykiem w ziemi jest głupie i lepiej zająć się czymś „pożytecznym”. Czymś, co z punktu widzenia dorosłego ma sens i przyniesie użyteczny efekt. W ten sposób dorośli stopniowo zawężają perspektywę dziecka, ograniczają ilość bodźców, które mogą być źródłem radości. Zabijają ciekawość świata. Coś co wcześniej było świetną zabawą okazuje się być niewłaściwe, bezcelowe, głupie.

Uczy się nas, że to co przyniesie wymierną korzyść jest lepsze od zwykłej zabawy, bezcelowej aktywności. Przez to nasze spojrzenie na rzeczywistość staje się bardzo ograniczone. Tworzy się wąski wycinek tego co może nas zaciekawić i ucieszyć. Powody do radości zostały wyraźnie zdefiniowane. Szczęście mogą dać konkretne rzeczy – dobry wygląd, wykształcenie, dobra praca, pieniądze, prestiż, rodzina, itp. Bogactwo świata, na które zwracaliśmy uwagę w dzieciństwie zostaje mocno przefiltrowane. Stąd mamy mało do wyboru, plan celów życiowych jest dość ubogi. Dopóki udaje się go zrealizować jest w miarę ok. Gorzej gdy coś pójdzie nie tak albo po prostu stracimy zapał. Poza tym zrealizowanie planu też przestaje cieszyć. Wszystko się kiedyś nudzi.

Co wtedy? Pustka i desperackie szukanie nowych podniet. Bo skoro mamy przekonanie, że tylko określone rzeczy dadzą szczęście to już niewiele pozostaje, żeby czuć ekscytację. Przecież zabawa zardzewiałym gwoździem czy bieganie boso po kałużach nie ma sensu. Dlatego nie potrafimy się już cieszyć prostymi rzeczami jak kiedyś. Skupiamy się na dobrze znanych celach życiowych, a te ostatecznie i tak się znudzą, zostawiając nas w poczuciu psychicznego wygłodzenia.

Co można zrobić? Ja staram się odzyskać energię i ciekawość dziecka. Zachwycać się prostymi rzeczami, jak dawniej. Robić niemądre rzeczy. Przekraczać granice. Być głupcem w świecie racjonalnych reguł. Na przekór „mądrości” dorosłych.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.