Rzecz o oszukiwaniu

Aby oszukać świat, naśladuj świat (William Szekspir „Makbet”)

Oszukujemy i jesteśmy oszukiwani. Nieustannie. Często nawet nieświadomie.

Oszustwo to mocne słowo i brzmi dramatycznie. Używam go jednak świadomie i dla potrzeb niniejszego tekstu rozumiem nieco inaczej niż zwykle. Myślę tu o bardziej subtelnym zjawisku – oszustwie emocjonalnym, czyli przypadkach gdy ukrywamy to co myślimy lub czujemy. Nie piszę tego z pozycji osądzającego, raczej ubolewam nad tym. Sam oszukiwałem i staram się już tego nie robić. Jednak lata praktyki utrudniają uwolnienie się od tego nawyku.

Oszukujemy wszędzie – w domu, w pracy, na ulicy i przybiera to rozmaite formy. Przykładem może być wymuszony uśmiech z postawą „u mnie wszystko ok” albo rozmowy o pogodzie – lepsze to niż krępująca cisza. Zachwycamy się cudzymi dziećmi, bo tak wypada. Proszeni o pomoc, mimo zmęczenia, nie potrafimy odmówić. Brak nam tzw. asertywności. Przykładów mógłbym przytoczyć mnóstwo.

Oszukujemy często nawet o tym nie wiedząc. Zwykle wtedy, gdy nie umiemy rozpoznać co rzeczywiście czujemy. W stanie smutku mówimy, że jesteśmy zmęczeni a gniew tłumaczymy złym samopoczuciem albo chorobą. Nie potrafimy powiedzieć wprost co przeżywamy. Powodem może być też lęk jak zareaguje na to drugi człowiek.

Oszukiwać uczymy się od dziecka. Najpierw obserwujemy dorosłych a potem robimy to samo. Oszukiwanie staje się naszym naturalnym sposobem bycia, nawykiem. Najczęściej robimy to, żeby zadowolić innych, z lęku przed odrzuceniem lub żeby nie sprawić komuś przykrości. Robimy to też dla świętego spokoju. Udajemy kogoś innego bo w świecie wymuszonej poprawności trudno pokazać swoją prawdziwą twarz. Nauczono nas, że bycie autentycznym niesie ryzyko braku akceptacji. Każda maska, którą ubieramy to jedno oszustwo. Rachunek jest prosty – ile masek tyle oszustw.

Dlaczego oszukujemy?

Przede wszystkim robimy to na własne życzenie. Stworzona przez człowieka kultura oparta na normach moralnych podzieliła ludzki świat na część jasną/pozytywną i ciemną/negatywną. Elementem jasnej strony są tzw. pozytywne uczucia/cechy (np. miłość, radość, szczodrość) a ciemnej, wszystkie opozycyjne (np. złość, smutek, zazdrość). Według ww. norm jedynie słuszna jest jasna strona. Ciemna jest zła i należy się jej wystrzegać. Stąd u człowieka nieustający przymus trzymania się tego co pozytywne. Musimy więc być dobrzy, radośni, powinniśmy kochać a wszelkie negatywne przejawy należy schować albo wyleczyć. Takie postawienie sprawy rodzi trudny dylemat – co robić, gdy odzywają się w nas uczucia, zaliczane do złych? Co gdy uświadomimy sobie, że nie kochamy, zazdrościmy albo czujemy złość? Nie możemy przecież pokazać oblicza, które nie jest akceptowane. Żeby poradzić sobie z tym dylematem musimy więc oszukiwać i udawać kogoś innego. Wszystko po to, żeby zachować pozory działania zgodnie z normami, które wymyśliliśmy. W ten sposób my ludzie wpadliśmy we własne sidła źle rozumianej wyjątkowości („człowiek to brzmi dumnie”).

Żeby poradzić sobie ze wspomnianym dylematem człowiek stosuje też inną strategię – oskarża. Odrzucając swoją ciemną stronę musi coś z nią zrobić, więc projektuje ją na zewnątrz. Stąd, nieakceptowane u siebie cechy widzi u innych. W ostateczności musi więc oszukiwać („ja jestem dobry”) albo/i oskarżać („to ty jesteś zły”). I tak w kółko.

Ta cała „zabawa” jest niepotrzebna. Wystarczy zrozumieć, że natura człowieka jest dualna. Jest mieszanką przeciwieństw – dobra i zła, pozytywnego i negatywnego, itd. Zarazem jedno nie istnieje bez drugiego, bo człowiek nie wiedziałby, że jest dobry gdyby nie był zły. Te dwa opozycyjne zjawiska to strony jednego medalu. Są nierozłączne. Jednak człowiek uparł się, że musi być tylko dobry. Stąd stawia się w sytuacji, która nie może mieć zadowalającego rozwiązania.

To co napisałem nie jest bynajmniej czarnowidztwem. Jestem optymistą, wierzę w siebie i drugiego człowieka. Moje doświadczenie pokazuje, że odrzucanie części swojej natury, bądź próba jej przymusowego uzdrowienia nie mają sensu. Uciekanie przed własnym cieniem jest nieskuteczne, on cały czas jest za naszymi plecami.

Odpuśćmy więc sobie. Przestańmy się upierać, że powinniśmy być świętymi.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.