Nie gonię już

Przez całe życie goniłem za rzeczami, które miały mnie uszczęśliwić. Głównie za pieniędzmi i za miłością.

Pieniądze miały stanowić o mojej wartości. Miałem przekonanie, że jak będę je miał to moje życie będzie przyjemne. Napędzał mnie też lęk, że bez nich będzie ciężko, że nie przetrwam oraz że muszę na nie ciężko zapracować. Przecież nie ma nic za darmo.

Podobnie z miłością. Potrzebowałem drugiej osoby, która miała dać mi uczucie, akceptację i zainteresowanie. Bez tego nie istniałem. Stąd przymus zabiegania o uwagę innych i towarzyszący mu lęk przed odrzuceniem jeśli nie spełnię cudzych oczekiwań.

Wreszcie zrozumiałem, że ta gonitwa to iluzja. Iluzją jest, że musimy o to wszystko walczyć. Takie przekonanie determinuje ciągły przymus dążenia do czegoś (majątek, związek, sukces, uznanie, itp.).

Ta iluzoryczna gonitwa wynika z własnego niedowartościowania i wyobrażenia, że to za czym gonimy nada wartość nam i życiu. Bez tego nas nie ma. A im bardziej pędzimy tym bardziej się pogrążamy, uzależniamy od ludzi i rzeczy.

To wszystko o czym marzymy możemy oczywiście mieć. Miłość i pieniądze są w zasięgu ręki. Zdobyte jednak zbyt wielkim wysiłkiem nie potrafią cieszyć. Przeciwnie, ciągle drżymy, że je stracimy.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.