Żyć bez poczucia winy

Każdy, wychowany w kulturze chrześcijańskiej zna tekst spowiedzi powszechnej. Jest tam fragment: „Spowiadam się (…), że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem; moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina”.

Poczucie winy jest mocno zakorzenione w naszej świadomości. Towarzyszy nam na każdym kroku, gdyż zgodnie z cytowanym tekstem zgrzeszyć można na wiele sposobów. Grzeszymy więc nieustannie, a w myślach najłatwiej. Wystarczy, że pomyślimy o kimś źle, mamy nietypowe fantazje seksualne, czy też zazdrościmy. Być może nawet nie odczuwamy tego w kategoriach grzechu czy winy, jednak jakiś dyskomfort emocjonalny się pojawia. Zwłaszcza u tych którzy chcą być dobrzy. Tak czy siak nie jesteśmy z siebie zadowoleni. Nieustannie krytykujemy swoje myśli, emocje czy zachowania.

Jest mnóstwo okazji, żeby się poczuć winnym. Normy religijne czy społeczne nam o tym ciągle przypominają – chociażby siedem grzechów głównych, które opisują stany emocjonalne doświadczane przez nas niemal codziennie. Nie namawiam, żeby nie przestrzegać norm. Chce tylko pokazać jak wysoko postawiliśmy sobie poprzeczkę i jak łatwo znaleźć powód, żeby siebie obwinić. Przecież przestrzeganie tych wszystkich norm jest praktycznie niewykonalne. My jednak mamy przymus, żeby się krytykować za to, jacy jesteśmy niedoskonali.

Poczucie winy ogranicza i zabiera wolność, rzadko też motywuje do zmiany. Jego źródłem jest brak miłości do siebie samego. Święty Augustyn napisał: „Kochaj i rób co chcesz”. Zgadzam się. Wystarczy kochać siebie i innych. Wtedy nie ma poczucia winy. Takie to proste a trudne zarazem.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.