Weź się w garść – czyli przymus jako energia życiowa

Czasem, gdy słyszę od kogoś „weź się w garść” to mam ochotę pokazać mu środkowy palec.

Są momenty w życiu kiedy nie mamy ochoty na nic, i jedyne co chcemy zrobić to powiedzieć światu, żeby się odczepił. Co wtedy? Myślę, że możemy sobie na to pozwolić, nawet powinniśmy. Nie chodzi mi o to żeby kogokolwiek obrażać tylko żeby po prostu zakomunikować, że mamy chwilowe przesilenie, potrzebujemy odpocząć i nie chcemy wziąć się w garść.

Niestety rzadko sobie na to pozwalamy. Nasz wewnętrzny krytyk oczekuje, że zaciśniemy tyłek i z wymuszonym uśmiechem będziemy działać dalej, i nieważne że intuicja mówi „nie” a nasze ciało chce odpocząć. Poza tym, o zgrozo, gdy przyznamy się, że mamy trudny czas to pewnie będzie znaczyć, że jesteśmy słabi i sobie nie radzimy, itd. Mężczyzn szczególnie przeraża taka wizja, gdyż obawiają się, że ucierpi na tym ich męski wizerunek, cokolwiek to znaczy. Dotyczy to również tzw. silnych kobiet.

Nasze życie w dużej części opiera się na przymusie. Od wczesnych lat słyszymy od dorosłych, że trzeba się dobrze uczyć żeby być kimś, że ciężka praca to jedyny sposób na sukces, że trzeba mieć dzieci, żeby być szczęśliwym. No, i że trzeba się poświęcać dla innych. Stąd w życiu dorosłym musimy pracować, mieć rodzinę, robić to czego oczekuje system. Nie mam nic przeciwko pracy i rodzinie. Chodzi mi o to z jakich pobudek to robimy, co jest motorem naszej aktywności – przymus czy chęć.

Przymus stał się naszą napędzającą energią życiową. Co więcej, wielu z nas nawet nie wie, że działa pod wpływem tej siły. Nasze życiowe działania stały się tak automatyczne, że nie zdajemy sobie nawet sprawy, że faktycznie „napędza” nas przymus a nie spontaniczna wola działania. Żeby w pełni to sobie uświadomić, zadaj sobie kilka pytań i szczerze na nie odpowiedz: wstajesz rano dlatego, że chcesz czy musisz? Idziesz do pracy, bo chcesz czy musisz? Zajmujesz się dziećmi z chęci czy przymusu? Spotykasz się z ludźmi bo naprawdę chcesz?, itd. Czy wiesz w ogóle czego tak naprawdę chcesz?

Ktoś powie, że to nie takie proste, przecież życie na tym polega, że nie zawsze jest fajnie i że mamy obowiązki które należy wypełnić, że trzeba pracować żeby utrzymać siebie i rodzinę. Zgadzam się, tylko dlaczego to co robimy na co dzień nie możemy robić z chęcią i lekkością? Przecież jest w naszym życiu sporo rzeczy, które dają nam autentyczną radość i mamy ochotę je robić – podróże, taniec, rozrywki, itd. Dlaczego więc tzw. poważna sfera życia (praca, dom, rodzina, itd.) często kojarzy się bardziej z przymusem niż z chęcią?

Im bardziej kierujemy się przymusem tym mniej jest w nas energii do działania i zadowolenia z życia. W energii przymusu nie ma lekkości, jest ciężar, a pod jego wpływem łatwo się zmęczyć. Stąd, gdy mamy już naprawdę dość, fundujemy sobie presję wspomagającą/awaryjną w postaci „wzięcia się w garść”. To nasza instancja ostateczna, gdy pozwolimy sobie na mały bunt i opór przeciwko przymusowi. Gdy więc słyszymy „weź się w garść”, to trudno z tym polemizować bo nie chcemy uchodzić za słabeuszy a poza tym w naszym wyobrażeniu świat może się zawalić gdy odpuścimy. Zdarza się jednak, że i to nie działa – wtedy „pękamy”, wpadamy w depresję, chorujemy, uzależniamy się od używek, internetu, itd. Generalnie uciekamy od życia, bo w dotychczasowej postaci jest nieznośne.

Co jest źródłem energii przymusu? Wydaje mi się, że wynika ona m. in. z zakorzenionego w ludzkiej świadomości głębokiego poczucia „ułomności” natury ludzkiej, poczucia, że nie jesteśmy ok. Stąd bierze się przymus ciągłego udowadniania, że jednak jesteśmy w porządku, chociaż ostatecznie to nie działa, gdyż proces ten nigdy się nie kończy. Dopiero głębokie uświadomienie sobie że jesteśmy w porządku tacy jacy jesteśmy może to zatrzymać. Przecież gdybyśmy mieli poczucie, że jesteśmy ok to nie byłoby potrzeby niczego udowadniać. Nie byłoby wtedy energii przymusu tylko energia chęci.

Kulturowym/religijnym wyrazem poczucia „ułomności” człowieka jest pojęcie grzechu pierworodnego, na którym opiera się tradycja judeochrześcijańska. Stąd człowiek rodzi się z poczuciem „skazy”, która od początku warunkuje jego byt na świecie. Byt , który charakteryzuje się trudem, przymusem i cierpieniem. W powyższy schemat wpisują się również wzorce zachowań typowe dla naszego kraju i jego historii – wzorzec „cierpiącej i poświęcającej się matki Polki” oraz „twardego i walczącego ojca Polaka”.

To wszystko razem wzięte tworzy wszechogarniającą atmosferę wysiłku/przymusu w życiu, a jej sztandarowymi hasłami są: „życie jest ciężkie” i „nie ma nic za darmo”.

Własnej energii przymusu przyglądam się już od dłuższego czasu i widzę jak trudno z niej wyjść.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.